Translate

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Dzień Leny. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Dzień Leny. Pokaż wszystkie posty

piątek, 30 maja 2014

Quiz

Odpowiedzi ponumerowane piszcie w komentarzach. Wygrywa ten kto pierwszy i oczywiście bezbłędny.
1. Lena kocha się w:
a) sama nie wie,
b) Nico die Angelo,
c)Tomie,
2, Jest córką Posejdona i:
a) Genevive Morel,
b)Sally Jackson,
c) Lily Jackson,
3.Jej patronką jest:
a)Hera,
b) Annabeth,
c) Hestia,
4. Matka porzuciła ją, ponieważ:
a) nie chciałam, żeby było dwóch herosów w rodzinie
b)nie chciała, aby spotkała herosa, w którym się zakocha,
c) miała dość zmieniania pieluch Percy'ego, nie chciała dodatkowego ciężaru,
d)oszalała po utracie Posejdona, nie panowała nad sobą,
5. Demeter chciała zabić Lenę, bo:
a)miała żal do Posejdon i nienawidziła jego dzieci,
b) wzięła ją za dziecię podziemia i chciała wziąć odwet na Hadesie,
c) były to osobiste porachunki za....poradnik działkowca!
6. Pierwszym potworem, który został zgładzony jej bronią to:
a) minotaur,
b)erynia,
c)harpie,
7.Lena w Krakowie:
a) skoczyła z wieży Mariackiej na bounge,
b) zgniotła trąbę trębaczowi,
c) pokłóciła się z lajkonikiem tak, że omal nie doszło do rękoczynów,
8. Lena jest:
a) o dwa lata młodsza od Lissy,
b) o dwa lata młodsza od Toma,
c) o cztery lata starsza od Percy'ego,
9.Jaka była jej  reakcja na wieść, że jest spokrewniona z Percym:
a) pobiła Hestię,
b) próbowała popełnić samobójstwo,
c) wybuchły kible,
10.Lena wychowywała się w:
a) domu Paryskim,
b) podróżowała z Tomem poświecie, więc nigdzie nie mieszkała,
c) w obozie Jupiter,
To koniec. Mam nadzieję, że dobrze się bawicie przy rozwiązywaniu quizu. Chętni mogą narysować Lenę i wysłać mi ją na  lubie.siebie.bardzo@wp.pl

Jak wygląda...

 
 

Co o niej wiemy...

Nazywa się Helena Jackson( w skrócie Lena), jest siostrą Percy'ego. Ma czarne włosy, niebieskie ( prawie granatowe) oczy i uśmiech jak brat i Posejdon. Jej bronią jest sztylet, który może zmieniać się jednocześnie w trójząb i miecz. Mimo, iż jest córką Posejdona sztuczki z wodą wychodzą jej średnio, woli używać jej w stanie stałym(lód). Oglądała kiedyś "zaklinaczkę duchów".

Otwieramy dzień Leny!

Uwaga, uwaga! Dzień Leny czas zacząć! Do dwudziestej dnia jutrzejszego zadajemy pytania. Potem ja to skleję w jeden wywiad! Aby uczcić dzień młodej Jackson specjalnie dla was miniaturka. Dzieje się ona po zagładzie domu Paryskiego, w czasie, gdy Lena myślała, że jest Morel, a jej bratem jest Tom!
Zapraszam!

Nad Oxford Street wznosiło się popołudniowe słońce. To właśnie tą sławną, londyńską ulicą zmierzała dwójka nastolatków. Chłopak wyglądał na jakieś czternaście lat. Jego t-shirt był luźny i podarty. Spod grzywki czarnych włosów spoglądały burzowo – szare oczy. Wyraz twarzy miał opanowany i czujny. Jego towarzyszka była wyraźnie młodsza. Włosy obcięte na rekruta mierzwił wiatr. Uśmiechała się ironicznie, a w jej granatowych oczach widniał blask.

  • Lena – syknął chłopak trochę niespokojnie – po co mnie tu ciągasz? To jedna z najbardziej tłocznych ulic.
    Dziewczyna prychnęła lekceważąco.
  • Jestem głodna, nic mnie nie interesuje czy zaatakują nas potwory czy nie. Muszę coś zjeść.

Chłopak jęknął. Tom wiedział, że z jego siostrą nie ma przebacz jeśli jest głodna. Lena choć miała zaledwie dwanaście lat i była młodsza od niego umiała dostać to co chciała.

  • Ta restauracja wygląda nieźle – zawyrokowała młoda Morel wskazując na elegancki lokal po prawej stronie.
  • Lena chyba nas tam nie wpuszczą...
  • Bo wyglądamy jak menele? - podsunęła usłużnie wchodząc mu w zdanie.
    Tom przytaknął jedynie:
  • Dokładnie tak. Lepiej bym tego nie ujął. Ej zaraz gdzie idziesz...? - dodał po chwili, gdy zobaczył, że jego siostra jednak zmierza w tamtą stronę zdecydowanym krokiem rozpluskując kałuże będące pozostałościami po niedawnej ulewie. Dziewczyna dopadła klamki zanim Tom zdążył ją powstrzymać. Wkroczyła do środka. Wnętrze było eleganckie urządzone w francuskim stylu.
  • Lena, spadamy stąd – dobiegł ja głos brata, który nie mając wyboru poszedł za nią – Zresztą nie mamy pieniędzy – wysunął słuszny argument, który dopiero teraz przyszedł mu do głowy.
  • Weźmiemy ich na litość – poinformowała go z lekkim uśmieszkiem na ustach. Zanim Tom zdążył wydać z siebie w odpowiedzi jęk zjawił się obok nich pulchny, mężczyzna w średnim wieku odziany w elegancki garnitur. I powiedział najkulturalniejszą rzecz jaką rzec można było w danym momencie do dwójki obdartych i zagłodzonych dzieci:
  • Co tu robicie smarkacze? Gdzie wasi rodzice? Jeśli nie jesteście klientami musicie opuścić ten lokal – zagdakał. „ Jego głos przypomina mój budzik. Ten zepsuty” - pomyślała Lena, ale na głos powiedziała jedynie wyniośle( jak to ona tylko potrafi) z całą godnością na jaką było stać niziutką dwunastolatkę zadzierającą głowę aby spojrzeć swojemu rozmówcy w oczy oznajmiła:
  • Proszę zawołać Szefa restauracji. Chcę z nim pomówić na osobności.
    Pokiwał głową z powagą chociaż w jego oczach była wyraźna pogarda i ironia dla tej ciemnowłosej dziewczynki.
  • Już się robi. Chwileczka panienko. Ej, panie szefie – zawołał przez ramię – Kurde chyba nie przyjdzie. Zaraz, zaraz tylko dlaczego... - podrapał się po brodzie – ah tak – wykrzyknął w nagłym olśnieniu – Nie przyjdzie, bo już tu jest. Ja jestem szefem.
    Gościu się z niej chamsko naśmiewał. Ściągnęła usta w podłużną linię i pomyślała: „ No to klops.” Facio jej nie polubi! Nie da jedzenia! To jeden z tej niewielkiej społeczności, która nie złapie się na jej – jakże niezaprzeczalny – urok osobisty.
  • Czego chcesz młoda? - założył ramię na ramię i zlustrował ich niechętnym i wyraźnie zniesmaczonym wzrokiem. Umysł młodej Morel rozważał różne możliwości. Poddać się albo zaatakować. Każdy normalny by się wycofał, ale Lena jak to Lena...Zaatakowała! I to ze zdwojoną siłą.
  • Błagam – zaszlochała rzucając się na klęczka i składając ręce w modlitewnym geście – Jestem przegłodna. Mój brat. Prosimy tylko o jeden posiłek. O łaskawco!
    Mężczyzna przerażony wizją, że może mu się jeszcze kłaniać zacznie to małe coś syknął:
  • Podnoś się. Mam propozycję pewnego układu...
    .....................................................................................
  • To niemożliwe! I takie poniżające! - krzyknęła Lena do swojego odbicia w lustrze wspólnej łazienki dla personelu. Z niezadowoleniem patrzyła na strój kelnerki, w który była ubrana. Układ polegał na tym, że dostaną jedzenie. Jeżeli na nie zapracują jako kelnerzy. Wtedy dostaną po zamknięciu lokalu posiłek.
  • Dokładnie – przytaknął Tom – Nie będę kelnerem. Już wolę po śmietnikach grzebać.
    Lena popatrzyła na niego ze zdumieniem.
  • Mi nie o to chodzi. Pracować mogę. Ale w spódniczce, i to takiej krótkiej – zrobiła obrót, aby zademonstrować firmową spódnicę sięgającą do kolan. Reakcją Toma był śmiech.
  • Ty byś nawet strój zakonnicy za wyzywający i krótki uznała, siostrzyczko – stwierdził z rozbawieniem.
  • Ej, uważaj. Niedaleko jest kuchnia. A w niej patelnia, której nie zawaham się użyć – zagroziła.
  • Wierzę – odparł. Właśnie w tym momencie do pomieszczenia wparował szef.
  • Co wy tu jeszcze robicie? - zagdakał – Idź chłopcze zbierać zamówienia. A dokąd to? - zatrzymał Lenę, która już chciała wyjść za bratem.
  • A ja..nie z nim? - wymamrotała speszona.
  • Dla ciebie mam coś ..hm..specjalnego – aż zatarł ręce z uciechy.
  • Czyli? - zapytała chodź już znała odpowiedź, gdyż obdarował ją najwredniejszym uśmiechem na świecie. Najgorsze co może spotkać dwunastolatkę w kuchni.
  • Oj tak moja panno. Zmywak już się ciebie nie może doczekać.
    Z jej ust wydał się zduszony jęk.
    .....................................................................................
  • Proszę pana – podbiegli do szefa, na którego czekali już dobre półgodziny przed lokalem. Według jego rozkazu.
  • Czego? - warknął w odpowiedzi mężczyzna, który siłował się z kluczem zamykając drzwi restauracji.
  • Chcieliśmy to jedzenie, te co nam je pan obiecał.. - zaczął uprzejmie Tom, ale mężczyzna wybuchnął tubalnym śmiechem.
  • Wy naprawdę się nabraliście. Nie wierzę. Ja potrzebowałem na dzisiaj zastępstwa, bo małżeństwo, które u mnie pracuje ma ważny dzień. Ona rodzi on chce być przy niej – wyjaśnił z wrednym błyskiem w oku.
  • Ty- wystękał Tom i rzucił się na niego z pięściami. Mężczyzna odepchnął nastolatka, a ten upadł na swe szanowne cztery litery w błoto. Lena wkroczyła pomiędzy nich i oświadczyła z spokojem na jaki tylko ją było stać zwracając się do Szefa:
  • W takim razie załatwimy to inaczej. Da nam pan pewną kwotę pieniędzy, a my zjemy gdzie indziej. Czy to panu odpowiada?
    W odpowiedzi rzucił tylko:
  • Spadać mi stąd, póki nie dzwonię po policję.
    Policja na karku to ostatnie co było potrzebne rodzeństwu dwóch osieroconych magów z dom paryskiego więc Lena podjęła inną taktyczną decyzję. Wycofa się, ale to ona wygra.
  • Dobrze, odejdziemy – wywarczała przez zęby - , ale może się pan spodziewać jednego, interes już się nie będzie kręcił – odwróciła się napięcie i odeszła. Tom dźwignął się na nogi, rzucił szefowi ponure spojrzenie, otrzepał spodnie z tyłka, a następnie pobiegł za siostrą.
  • Lena zmarnowaliśmy cały dzień. Nie możemy teraz zawrócić – jęczał jej do ucha. Uśmiechnęła się do siebie.
  • Zemściłam się- poinformowała go.
  • Jak? - zainteresował się.
  • Powiedzmy, że jutro będzie mógł co najwyżej otworzyć lodowisko lub sklep z mrożonkami – wybuchnęła diabolicznym śmiechem. „ Lena i jej moc lodu, cała ona” - pomyślał Tom i też się szeroko uśmiechnął. Marzyli o tym jaką wkurzoną i zrozpaczoną minę będzie miał mężczyzna, gdy wkroczy do zamrożonego od zewnątrz lokalu. Co tu więcej dodać? Marzenie się spełniło.
  • miniaturka jak widzicie w trzeciej osobie. Wiecie chce sobie udowodnić, że nie tylko w pierwszej mi wychodzi.