Dobra
jestem dzieckiem Posejdona, ok. To się akurat zgadza. Ale niby
jakiego herosa mam poznać i miłością „ obdarzyć”? Mimo,
iż nie jestem jakimś małym dzieckiem( mam czternaście lat, to
chyba nie jest mało?) nigdy w życiu nie zakochałam się. Nigdy.
Z bardzo prostej przyczyny. Wszystkich uważałam za kretynów(
zresztą nic dziwnego skoro wszyscy chłopacy z mojego otoczenia
nosili lniane kimona, a w uroczyste dni spódniczki). Żaden
chłopak nigdy nie przykuł mojej uwagi. No dobra w tym momencie
się oszukuję. Ten chłopak, który utworzył się z dymu i
powiedział przepowiednię..Nie wiem czemu, ale nie mogę go
zapomnieć. Nie dlatego, że było z niego ciacho, ale miał w
sobie coś takiego..Yych nie umiem tego wyrazić słowami. Czemu
ja go nie mogę do jasnej cholery zapomnieć? Jego brązowych oczu
koloru czekolady, ciemnych potarganych włosów, oliwkowej cery i
ponurego, poważnego uśmiechu..Dobra to mi nie pomoże. Co do
reszty przepowiedni czuję dziwną pustkę wiedząc, że w końcu
zejdę na zawsze do podziemia. Staram się pocieszyć tym, że
Percy wspomniał, iż przepowiednie często są dwuznaczne. Tylko
jakoś nie ma innej definicji zejścia do podziemia i pozostania
tam na zawsze jak...śmierć. Tak w końcu umrę. I to z powodu
miłości. Wychodzi na to, że będzie to coś bolesnego. Ajj.
Dobra Lena uspokój się. Nie pomoże ci myślenie o przyszłości.
Mama tak myślała. I z powodu przepowiedni, która nie spełniła
się w przeciągu czternastu lat porzuciła mnie. A dlaczego? Bo
chciała poznać moją zasraną przyszłość. W kim ja kurde mam
niby się zakochać? No nie umysł znów podsuwa mi obraz tego
chłopaka. Czemu ten dym musiał ukazać właśnie jego? Nie mógł
przepowiedni wypowiedzieć czy ja wiem...inspektor gadżet? O tak
stara miłość nie rdzewieje. Ah bajki mojej młodości...
Tu
jest jakiś strumyk. Może rozbijemy obóz? - wyrwał mnie z
zamyślenia głos Percy'ego – Lena co o tym sądzisz?
Ktoś
pyta mnie o zdanie. Trzeba wykorzystać tą szansę i wykazać
się.
Ae
jasne. Tak tu będzie dobrze – odpowiedziałam mojemu bratu
dumna z tej wydukanej wypowiedzi.
A
mamy jakiś koc chociaż? - spytał Percy.
Tak
– zaświergotałam uśmiechając się sarkastycznie – mamy
nawet śpiwór. Jest w plecaku. Och, zapomniałam, że został u
Lucy – wypowiedź znów mocno zabarwiona ironią. Mój brat
spojrzał na mnie, a w jego oczach widziałam ból. To nie był
zwyczajny sarkazm. To było wredne. Czy ja się na nim mszczę za
to, że nasza matka mnie porzuciła, a go kochała? Traktowała go
jak ósmy cud świata, a mnie co? Porzuciła jak ostatniego
śmiecia. Zrobiła to z powodu przepowiedni. Ale ja i tak mam to w
nosie. Porzuciła mnie. Percy nigdy nie musiał się tułać po
świecie. Nie zaznał życia włóczęgi. A ja? Łaziłam przez
dwa lata po świecie nie mając domu i bojąc się o własne
życie. Gdy choć na chwilę z Tomem powracaliśmy do cywilizacji(
żeby coś ukraść) ludzie patrząc na mnie wzdrygali się, a ich
spojrzenia mówiły „ Fuu idą dwa menele”. To wcale nie jest
miłe. Chociaż napady na sklepy nie były najgorsze(wiecie ta
adrenalina).
Wszyscy
staliśmy przez chwilę w milczeniu w niezwykle niezręcznej
ciszy, którą spowodowałam. Ach, ten mój język. Czasem mam
ochotę go sobie uciąć. Chociaż ...nie. Dobrze tak Percy'emu.
Niech wie, że nim gardzę. Że nie uważam go za brata. Że nigdy
go nie zaakceptuję jako członka rodziny. Że nienawidzę go i
naszej matki!!! Tylko czemu patrząc w jego morskie oczy pełne
bólu, cierpienia i frustracji czuję się źle? Czemu mam ochotę
go przeprosić i przytulić? Och, to drugie to naprawdę kiepska
opcja. Odwróciłam wzrok, żeby na niego nie patrzeć. Wtedy
Lissa zaklaskała w dłonie twarz jej się rozpromieniła, a oczy
rozbłysły.
Już
wiem – oznajmiła podekscytowana Egipcjanka - To takie
oczywiste!!! Nie wierzę, że o tym zapomniała!!
Co
jest takie oczywiste? - zapytał Tom robiąc zdziwioną minę,
która mówiła „ Oszalałaś kobieto, że tak się cieszysz czy
co?”. Lissa nic mu nie odpowiedziała tylko w skupieniu zamknęła
oczy i rozłożyła ręce. Zaczęła mamrotać pod nosem coś w
stylu: „ No dawaj głupia egipska zdolnościo. Wezmą mnie za
idiotkę jeżeli mi się teraz nie uda więc działaj!”. „
Głupia egipska zdolność” wysłuchała Lissę. Na ramiona
dziewczyny jakby znikąd spadł czerwony ogromny koc, zapałki i
..Bigpaczka Leys'ów. Córka Afrodyty podbiła tym ostatnim moje
serce. Chodźcie kalorie do mamusi. Zaraz w sposób w jaki
przywołała te przedmioty coś mi przypomniał. Dom paryski.
Magowie. Wytrzeszczyłam na Lissę oczy i spytałam zupełnie
zbita z tropu: - Gdzie nauczyłaś się przechowywania rzeczy w
Duat? To bardzo trudne. Ty się przecież nigdzie nie uczyłaś,
co nie? Ten kretyn choć od dziecka wychowywał się w domu
paryskim nie zdołał się tego nauczyć – dokończyłam
teatralnym szeptem wskazując na Toma.
Ej
– zaprotestował syn Zeusa. Wyglądał na bardzo zmieszanego.
Najwyraźniej chciał zaimponować Lissie. To mi przypomniało jak
wtedy weszłam do pokoju, w którym siedzieli sami i czerwona
twarz Lissy, kiedy wychodziła. Czy ja im w czymś wtedy
przerwała? Super jestem przeszkodą dla wszystkich.
Wiesz
odkryłam tą możliwość całkiem przypadkowo chyba z dwa lata
temu. Nie nauczyłam się na klasówkę więc miałam ściągę na
kartce. No, ale cóż pani robiła przegląd...swoją drogą
wredna z niej krowa, ale w każdym razie nie chciałam być tak
bardzo ukarana, że wtedy no jak to tam nazwałaś..ach duat
otworzył się..i upiekło mi się, bo schowałam ściągę
właśnie tam – powiedziała przerywając ciszę, która przed
chwilą znów zapadła.
Mamy
zapałki, koc i pożywienie – zaczęła wyliczać Annabeth –
Jest 90% szans, że przeżyjemy.
Będą
większe jak zdobędziemy drewno na opał – powiedział Tom
oparty o drzewo z założonymi rękami na klatce piersiowej.
Ja
i Percy to załatwimy – Annabeth dała nam jasno do zrozumienia,
że chce pobyć ze swoim chłopakiem sam na sam. Zaszyli się
chwilę potem z Percy'm w las. I znów zapadła cisza. Przerwał
ją Tom.
Skąd
ci to przyszło do głowy? - spytał Tom po chwili Lissy.
Ale
co? - odpowiedziała mu ta pytaniem najwyraźniej zupełnie nie
wiedząc o co mu chodzi.
No
skąd ci przyszło do głowy, żeby trzymać takie rzeczy w Duat?
- wyjaśnił jej cierpliwie Tom.
Ach,
bo byłam z rok temu z tatą na kilkudniowej wycieczce po pustyni.
Zgubiłam się. Temperatura w nocy strasznie spadła. Było mi
zimno. Znaleźli mnie, ale i tak na zawsze zapamiętałam, żeby
mieć ze sobą koc i zapałki. Wyglądałabym jak kretynka idąc z
tymi przedmiotami na ulice miasta przy 40 stopniach w cieniu
więc..mam ja po prostu w Duat – opowiedziała nam Lissa, a ja
dopiero w tej chwili coś zauważyłam. To, że się strasznie
trzęsie z zimna. Jasne nam wszystkim było zimna, ale ona?
Przecież wychowywała się w mega upalnym kraju, a teraz
siedziała w zimną noc w luźnej piżamie. Jej to dopiero musiało
być zimno! Tom najwyraźniej tak samo jak ja to zauważył, bo
powiedział: - Przytul się do mnie. Ogrzeje cię.
Lissa
chciała chyba zaprotestować, ale jej szczękające z zimna zęby
mówiły sama za siebie. Nie chętnie przysunęła się do Toma i
położyła głowę na jego ramieniu. On objął ją w pasie,
opatulając dodatkowo kocem i trąc jej ramiona tak, żeby się
rozgrzała. Lissa zamknęła oczy i najwyraźniej nie było jej
już zimno. Wyglądała na odprężoną.
Lena
sprawdź co z Percy'm i Annabeth. Dość długo już nie wracają
– zwrócił się do mnie Tom. Przekaz był jasny. „ Spadaj
Lena, chcemy być sami.” Nie dziwię mu się. Gapiłam się na
nich jak kretynka. Na jego miejscu pewnie sama bym siebie
wygoniła. Zagłębiłam się więc w las zostawiając ich w
spokoju. Usłyszałam głosy Percy'ego i Annabeth, ruszyłam w
tamtą stronę. Zamarłam, gdy przysłuchałam się lepiej ich
rozmowie. Rozmawiali o mnie. Ukryłam się za krzakami, żeby
lepiej widzieć i słyszeć co mówią.
Ale
ona nie rozumie, że to moja wina? Mi naprawdę zależy, żeby
była moją siostrą. Wiesz kochanie taką prawdziwą. Chcę
nadrobić te lata. Wiesz jak ona bardzo przypomina mi wyglądem
mamę? Tylko włosy i uśmiech ma jak ja i Posejdon – głos
należał do Percy'ego.
Ale
zachowuje się jak ty glonomóżdżku – tym razem to Annabeth.
Stała tyłem do swojego chłopaka i zbierała drewno. Ten
siedział tylko zrozpaczony i rysował patykiem w ziemi.
Może
byś mi pomógł? – spytała Annabeth nawet się nie odwracają.
Percy nic nie odpowiedział, ale w tym momencie na jego twarz
pojawił się uśmiech.
Annabeth
– powiedział przedłużając ostatnia sylabę jak małe dziecko
i podchodząc od tyłu do dziewczyny, która nie była niczego
świadoma.
Hm?
Wiesz
jest tylko jeden koc. Chyba nie zmieścimy się wszyscy.
Pomyślałem, że tu zostaniemy i....skorzystamy z okazji!! - na
te słowa chwycił ją w pasie i przyciągnął do siebie. Wydała
z siebie cichy okrzyk zaskoczenia. Percy obrócił ją w swoją
stronę chcąc ją pocałować. Gdy jego usta przybliżyły się
do jej ust..Percy syknął i upuścił Annabeth. Córka Ateny
ugryzła go w wargę!
Takie
rzeczy tylko po ślubie – oświadczyła Annabeth uśmiechając
się figlarnie i wycofując się do tyłu.
To
my planujemy ślub? – Percy roześmiał się. Ruszył ku
Annabeth chcąc ją znów złapać, ale ta wybiła się z całej
siły stopami od ziemi tak wysoko, że chwyciła się rękami
grubej gałęzi drzewa podciągnęła i wylądowała na drzewie.
Wiesz
wszystko zależy od ciebie. Ja się nie oświadczę – Annabeth
też się roześmiała. Percy jęknął cicho: - To ja mam się
oświadczyć?
Nie,
Lena wiesz – nie dostrzegłam wyrazu twarzy Annabeth, ale byłam
pewna, że uśmiechnęła się sarkastycznie.
Mam
ją zawołać? – spytał Percy rozbawiony patrząc na drzewo, na
którym siedziała jego ukochana. Annabeth zeskoczyła lądując
Percy'emu na barkach. On uniósł lekko głowę, a ta pochyliła
się tak, że ich usta zetknęły się w pocałunku. Jednym
słowem...FUUUUUUUUUU. Gdy oderwali się od siebie, a Annabeth
osunęła się na własne stopy uznałam, że mogę wyjść z
ukrycia i udawać, że dopiero przyszłam. Poszłam z Percy'm i
Annabeth na polanę, na której czekali na nas Tom i Lissa.
Spodziewałam, że nadal się będą „grzać”, ale scena,
która się tam rozgrywała była obrócona o 180%. Lissa już nie
tuliła się do Toma tylko stała wściekła z założonymi na
piersiach rękami. Syn Zeusa patrzył na nią z zdumioną miną
nadal w pozycji siedzącej.
Skoro
trzeba jej pomóc, bo jest taka delikatna i ładna to proszę
bardzo. Sam to rób. Ja nie będę nastawiać karku – mówiła
Lissa przez zaciśnięte
zęby.
Ale
ona potrzebuje naszej.. - zaczął Tom, ale Lissa nie słuchała
go tylko obróciła się w nasza stronę ignorując go. Ciekawe o
co im poszło?
Rozpaliliśmy
ognisko w milczeniu. Wbrew obawom Percy'ego pod kocem zmieściliśmy
my się wszyscy. Ułożyliśmy się tak: Percy, Annabeth, Lissa,
ja i Tom. Annabeth oparła głowę na ramieniu Percy'ego.
Przypomniało mi to jak Tom w domu paryskim zawsze w nocy tulił
się do misia większego od niego. Odwróciłam się więc do
niego i powiedziałam: - Tylko spróbuj się do mnie przytulić, a
ci przywalę jasne?
Tom
kiwnął lekko głową. Miał już zamknięte oczy. Już zasypiał.
Ja też zamknęłam oczy i przytuliłam policzek do wilgotnej
trawy. Tej nocy miałam koszmarny sen. Nie było w nich potworów.
Było coś o wiele gorszego. BYŁ TAM CHŁOPAK.
….............................................................................
Płynęłam
przez Styks w łodzi z jakimś kolem w kapturze. To
chyba...Charon. Nie polecam nikomu wyprawy do podziemia. Nikomu o
słabych nerwach. Jest tu ciemno i zimno. Łódź skrzypiała pod
moimi stopami. Czy ona wytrzyma mój ciężar? Przecież jest
wykonana dla duszy, które nie ważą nic, a nie dla czterdziestu
pięciu kilo. Nad moją głową wisiało czarne sklepienie, które
wyglądałoby zupełnie jak nocne bezchmurne niebo, gdyby nie
zwisające z niego stalaktyty. Wokół mnie na łodzi cisnęły
się dusze. Wszystkie w czarnych kapturach. Gdy usiłowałam
skupić na nich wzrok bladły i prawie całkowicie znikały.
Spojrzałam na otaczającą nas wodę – Styks. Jest
zanieczyszczona. Pełno w niej śmieci. Zabawek, zdjęć, starych
dyplomów..
To
zniszczone marzenia – usłyszałam chłopięcy głos. Drgnęłam
i odwróciłam się, żeby zobaczyć kto to. To był jakiś
chłopak. Widziałam jego twarz, ale po przebudzeniu już jej nie
pamiętałam. Tylko to, że był przystojny i ubrany na czarno(
zupełnie jak ja).
Nie
jesteś duchem, prawda? - spytałam się go.
Tak,
nie jestem. Jestem herosem. Jak ty. No i z pewnością nie jestem
trupem – odpowiedział uśmiechając się lekko.
O
to witaj w klubie. Ja też żyję – powiedziałam.
Wiem,
że żyjesz – szepnął jakby sam do siebie. Ale tajemniczy.
Aha,
to super. Słuchaj właściwie dokąd my płyniemy? - zadałam to
pytanie niby od niechcenia.
Do
krainy umarłych. Jedni zmarli chcą z tobą porozmawiać. Służę
mojemu Oj..znaczy Panu Hadesowi i jednym z moich zajęć jest
pomoc żywym w porozmawianiu z umarłymi, którzy chcą im
dać...jakąś wskazówkę – opowiadał chłopak.
Jak
ta z „ Zaklinaczki Duchów? - spytałam przypominając sobie
serial, który oglądałam przed zagładą domu paryskiego. Byłam
fanką.
Oglądasz
to? - chyba był tym bardzo zaintrygowany, a może nawet
...zafascynowany?
Jak
jeszcze miałam dom – przyznałam. Nie pytał. I dobrze. Łódź
dobiła do brzegu. Zmarli wyszli i zaczęli sunąć w prawą
stronę. Ruszyłam za nimi, ale mój przewodnik chwycił mnie za
rękę i powiedział: - Nie tędy. My idziemy w drugą stronę.
Poszliśmy
więc w drugą stronę. Krajobraz kojarzył mi się z plażą.
Tyle, że z ostrych czarnych skał. Było mi dziwnie przyjemnie,
gdy trzymałam tego chłopaka za rękę i nie puszczałam go przez
całą drogę. Była lodowata. Lubię lód...Lena o czym ty
myślisz? Chyba się zaraz walnę w ten mój durny łeb. Tak
zdecydowanie świruję w tym Hadesie.
Jesteśmy
na miejscu – oświadczył chłopak i zatrzymał się co
sprawiło, że moje ciało poszło dalej, a ręka wpleciona w jego
rękę została tak, że prawie się przewróciłam. Na szczęście
mnie złapał. Chociaż w sumie sama już nie wiem czy na
szczęście czy też na nieszczęście. Szczęście, że nie
wylądowałam na tym podłożu co by zapewne bolało.
Nieszczęście? Złapał mnie właśnie ten chłopak i to jeszcze
z tym zabójczo słodkim uśmiechem i powiedział: - Uwaga, bo się
pokaleczysz Foczko.
Po
pierwsze, zabieraj łapy. Po drugie jak mnie nazwałeś? -
odparowałam wściekła i cała czerwona na twarzy.
Po
pierwsze już się robi – powiedział i ustawił mnie do pionu –
Po drugie, nazwałem cię foczką, bo jesteś córką Posejdona.
To chyba logiczne, nie?
Skąd
wiesz, że jestem córką Posejdona? - zapytałam krzyżując ręce
na piersi, bo co nie kont wydawało mi się to podejrzane, że
wiedział to mimo, że nie zdradziłam mu tego.
On
tylko parsknął rozbawiony: - Żałuj, że nie widzisz swojej
miny foczko. A co do twojego pochodzenia wiem o nim, bo pachniesz
morzem.
Nie
mów do mnie foczko – warknęłam.
Dobrze
foczko – wyszczerzył zęby chłopak.
Jesteś
małym, wkurzającym Chu.. - zaczęłam, ale przerwał mi jakiś
kobiecy oschły głos: - Heleno Jackson czy na pewno chcesz
dokończyć tą wypowiedź w obecności babci?
Odwróciłam
głowę w stronę, z której dobiegał głos. Stał tam duch
jakiejś kobiety po trzydziestce o oschłej twarzy. Zamarłam.
Miała identyczne oczy jak ja i moja mama. Ciemnoniebieskie.
Prawie granatowe. W pasie obejmował kobietę duch jakiegoś
mężczyzny o promiennym uśmiechu na twarzy. Byli chyba
małżeństwem.
-
Ehm, jakiej babci? - spytałam całkowicie zbita z tropu.